Efektywne zarządzanie własnym czasem, czyli kilka słów o tym dlaczego warto zainwestować w planner.

Efektywne zarządzanie własnym czasem, czyli kilka słów o tym dlaczego warto zainwestować w planner.

Kochani, Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami. Wraz z nim nierozerwalnie związany jest temat postanowień noworocznych. Nieustannie słyszymy od rodziny czy znajomych jak wiele planują zmienić w swoim życiu. W miarę upływu czasu widzimy jednak, że udaje im się zrealizować jedynie niewielką część tych zamierzeń. Dlaczego tak się dzieje? Wszystko przez niewłaściwą organizację czasu. Kiedyś sama wychodziłam z założenia, że nie warto planować niczego z tak dużym wyprzedzeniem i później być rozczarowanym faktem, że tak wiele z naszych planów nie udało się zrealizować.W ubiegłym roku uświadomiłam sobie jednak, że nie potrafię zapanować nad własnym życiem. Dni mijają w mgnieniu oka, a mi ciągle brakuje na wszystko czasu. Zawsze zazdrościłam osobom, które pomimo natłoku obowiązków zawsze potrafiły znaleźć czas na odpoczynek i przyjemności i mimo drobnych niepowodzeń zawsze były pełne optymizmu oraz motywacji do działania. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje ręce i nauczyć się właściwego zarządzania czasem.

Rok 2017 był dla mnie pierwszym rokiem, w którym starałam się planować wszystko od deski do deski. Oczywiście wiadomo jak to w życiu bywa... czasami pojawiają się niespodziewane sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Zauważyłam jednak, że notując wszystko na papierze miałam większą kontrolę nad własnym życiem. Oprócz wszystkich spraw do wykonania zapisywałam również pomysły, które nasuwały mi się na myśl w danej chwili. Moja pamięć jest bardzo ulotna, dlatego ta metoda bardzo mi pomogła. Miałam ogromną radość z wykreślania kolejnych punktów, które udało mi się zrealizować. Nie wszystkie plany uległy urzeczywistnieniu, jednak i tak jestem zadowolona z moich osiągnięć. Niestety nie miałam zbyt dużego pola do popisu, ponieważ do codziennych notatek wykorzystywałam zwykły kalendarz książkowy, w którym miejsce jest naprawdę ograniczone, przez co moje zapiski nie należały do zbyt przejrzystych. 

Na kolejny rok przygotowałam się już na początku grudnia. Postanowiłam znaleźć planner idealny, który będzie nie tylko pięknie wyglądał, ale przede wszystkim okaże się funkcjonalny w codziennym życiu. Wybór plannerów jest naprawdę ogromny i trudno zdecydować się na jeden konkretny egzemplarz. Wiele z nich kusi piękną okładką i ciekawym wnętrzem. Ja postanowiłam zainwestować w Paperdot Planner z motywem flamingów, dostępny w Empiku w cenie 69,99zł. Bardzo spodobała mi się jego szata graficzna i solidna twarda oprawa, jak również masywne spirale. Ze względu na wymiary: 3,5 cm, 16 cm, 21,8 cm z pewnością nie zmieści się w małej torebce. Z pewnością jednak znajdzie się w nim miejsce na wszystkie nasze pomysły i zadania do realizacji na każdy dzień. Planner zawiera: skrócony kalendarz na rok 2018, sztywne przekładki oddzielające każdy miesiąc, listy zakupów oraz książkę przychodów i wydatków budżetu domowego, miejsce na notatki, przed każdym miesiącem cytaty, wewnętrzną kieszonkę na okładce, naklejki z piktogramami spraw do załatwienia, książkę adresową. Jeżeli jesteście ciekawi co kryje się wewnątrz niego, zapraszam do obejrzenia poniższych zdjęć.


Dołączone do niego naklejki są absolutnie genialne :) Pomogą oznaczyć najważniejsze wydarzenia tak, aby rzucały się w oczy od razu po otwarciu plannera. Sprawią, że będziemy mieli jeszcze większą przyjemność z planowania codziennych czynności. Ja nie omieszkam jednak używać również kolorowych długopisów i zakreślaczy, do których mam ogromną słabość. Bardzo podobają mi się zawarte w nim przejrzyste tabele oraz mnóstwo miejsca na ważne cele, wydarzenia czy motta towarzyszące naszym działaniom. Dzięki niemu nie przegapimy urodzin czy imienin naszych bliskich. Pomoże on zapanować nad naszymi wydatkami, dzięki czemu oszczędzanie będzie dużo łatwiejsze. 


Mam nadzieję, że ten planner sprawi, iż nadchodzący rok będzie zorganizowany jak żaden inny. Na chwilę obecną moim największymi celem jest dalszy rozwój bloga - przede wszystkim systematyczność w dodawaniu wpisów, z którą w tym roku bywało różnie. Dajecie mi ogromną motywację do działania swoją obecnością oraz pozytywnymi komentarzami, które codziennie od Was otrzymuję. Jesteście niesamowici. Mam nadzieję, że ten nadchodzący rok okaże się wyjątkowy również dla Was. Życzę Wam, aby przyniósł przede wszystkim dużo zdrowia i siły do działania, a ciężka praca została wynagrodzona realizacją wszystkich zamierzeń. W natłoku codziennych obowiązków zawsze starajcie się znaleźć czas dla najbliższych. Poświęcajcie im mnóstwo uwagi i miłości. Odwdzięczajcie się za każde dobro, które od nich otrzymaliście, bo nie ma nic cenniejszego niż rodzina. Warto nauczyć się właściwego zarządzania swoim czasem. Nie dlatego, aby wykonać jak najwięcej zadań w ciągu dnia, lecz przede wszystkim dlatego, aby w ferworze pracy zawsze znaleźć czas dla najbliższych. Mam nadzieję, że Wy również jesteście przygotowani na Nowy Rok i zamierzacie wkroczyć w niego z ogromną dawką pozytywnej energii :)
Krem naprawczy do cery atopowej BIOLIQ - mój numer 1 w zimowej pielęgnacji twarzy.

Krem naprawczy do cery atopowej BIOLIQ - mój numer 1 w zimowej pielęgnacji twarzy.

Znalezienie idealnego kremu do twarzy na zimę to dla mnie nie lada wyzwanie. Choć jestem posiadaczką cery trądzikowej, kremy których używam latem, zimą są dla mojej twarzy zbyt agresywne. W tym roku moja cera stała się szczególnie kapryśna. Ciągłe pieczenie, zaczerwienienia i łuszczenie się skóry stały się nie do zniesienia. Kosmetyki, których używałam każdego roku o tej porze stały się nieskuteczne. Zazwyczaj przed kupnem konkretnego produktu staram się zaznajomić z opiniami jego użytkowniczek. W tym przypadku kompletnie nie miałam pomysłu co mogłoby mi pomóc, więc postanowiłam udać się do apteki w celu uzyskania porady i doboru produktu idealnego do potrzeb mojej skóry. Zaproponowano mi krem naprawczy do cery atopowej BIOLIQ. Z firmą miałam już wcześniej do czynienia. Jakiś czas temu używałam żelu do mycia twarzy ze szczoteczką, który doskonale się u mnie sprawdził, więc długo nie zastanawiałam się nad jego zakupem. Dodatkową zachętą była dla mnie jego atrakcyjna cena. Uważam, że krem o pojemności 50ml w cenie około 15zł to kosmetyk na każdą kieszeń. Jego zakup okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli jesteście ciekawi co sprawiło, że zrobił na mnie tak pozytywne wrażenie, zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. 

 

Bioliq Dermo Krem naprawczy do cery atopowej dzięki zawartości olejku ze słodkich migdałów o właściwościach emoliencyjnych sprzyja odbudowie warstwy lipidowej, likwiduje przyczyny i skutki suchości skóry, zmiękcza i uelastycznia naskórek oraz ogranicza transepidermalną utratę wody. Intensywnie nawilża i regeneruje naskórek zapewniając odpowiednią pielęgnację wrażliwej skóry atopowej. Dodatkowo ma działanie kojące oraz łagodzące zaczerwienienia skóry.


Krem mieści się plastikowej tubce z nakrętką o pojemności 50ml, która dodatkowo jest zapakowana w tekturowe pudełeczko o niezwykle minimalistycznej i stonowanej szacie graficznej, na którym mieszczą się wszystkie najważniejsze informacje o firmie, działaniu produktu, zastosowaniu oraz jego składzie. Kosmetyk ma białą barwę, jest niezbyt gęsty (ma idealną konsystencję, dzięki której świetnie się rozprowadza i szybko wchłania). Jego zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, niezbyt nachalny. Na pewno przypadnie do gustu osobom, które unikają kremów o intensywnych zapachach. Po odkręceniu nakrętki możemy zobaczyć, że zawartość tubki została dodatkowo zabezpieczona sreberkiem, dzięki któremu możemy mieć pewność, że nikt przed nami go nie otwierał (niestety nie widać tego na zdjęciu, które zostało wykonane po pewnym czasie używania produktu). Dzięki tubce wykonanej z miękkiego tworzywa bez większego problemu możemy wydobyć nawet resztki kremu, bez konieczności rozcinania. Krem zakupimy w większości aptek stacjonarnych i internetowych. 


Skład:
Aqua, Cetearyl Ethylhexanoate, Isohexadecane, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Propylene Glycol/ Glycerin/ Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum/ Caesalpinia Spinosa Gum, Glyceryl Stearate Citrate, Panthenol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Propylene Glycol/ Aesculus Hippocastanum Fruit Extract, Phenoxyethanol/ Ethylhexylglycerin, Alcohol/ Onopordum Aeanthium Flower/ Leaf/Stem Extract, Polyacrylamide/ Hydrogenated Polydecene/ Laureth-7, Tocopherol, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Lactic Acid, Sodium Hydroxide, Parfum, BHA.

Jeżeli chodzi o moją opinię, krem bardzo przypadł mi do gustu. Obawiałam się, że spowoduje on wysyp trądziku jak większość stosowanych przeze mnie dotychczas kosmetyków nawilżających i odżywczych, lecz nic podobnego się nie stało. Skóra stała się wyraźnie nawilżona i wygładzona. Już po pierwszym zastosowaniu uczucie ściągnięcia i pieczenia ustąpiło, a przy regularnym stosowaniu skóra przestała się łuszczyć. Co najważniejsze stosuję ten krem od prawie miesiąca, a na mojej twarzy nie pojawiła się absolutnie żadna krostka. Kosmetyk jest niezwykle wydajny. Błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, której tak bardzo nie lubię. Producent zaleca, aby podczas aplikacji omijać okolice oczu - wieczorem używam odrębnego kremu pod oczy, lecz rano nakładam go na całą twarz, również pod oczy i nie odczułam żadnego pieczenia czy reakcji alergicznych. Używam go dwa razy dziennie, po uprzednim oczyszczeniu twarzy żelem myjącym. Sprawdza się doskonale do pielęgnacji twarzy i szyi, a ponadto stosuję go jako bazę pod podkład. Fluid nie roluje się na nim podczas nakładania i trzyma się tak samo długo, jak po zastosowaniu tradycyjnej bazy, a dodatkowo mamy pewność, że nasza buzia jest chroniona przed działaniem niekorzystnych czynników atmosferycznych. Cera jest matowa i nie błyszczy się. 

Jeżeli poszukujecie kremu, który dogłębnie nawilży i zregeneruje skórę twarzy nie zostawiając tłustego filmu  i nie spowoduje wysypu zmian trądzikowych, sięgnijcie po krem naprawczy do cery atopowej firmy BIOLIQ - będzie idealnym rozwiązaniem na zimowe dni :)

Mieliście okazję stosować opisany przeze  krem? A może używacie innych produktów firmy BIOLIQ?

Już dziś wprowadź do swojego domu świąteczną atmosferę.

Już dziś wprowadź do swojego domu świąteczną atmosferę.

Święta to wyjątkowy okres, na który czekamy z utęsknieniem przez cały rok. Dawniej świąteczna atmosfera była dużo bardziej odczuwalna ze względu na śnieg, który obecnie jest niestety towarem deficytowym. Warto więc zadbać o dekorację domu, która umili nam długie zimowe wieczory i uprzyjemni czas oczekiwania na wieczór wigilijny. Po całym dniu spędzonym poza domem miło jest wrócić do pięknie udekorowanego mieszkania i usiąść wygodnie w fotelu z filiżanką gorącej herbaty. W dzisiejszym wpisie opowiem Wam na co zwracam uwagę podczas corocznej dekoracji własnego domu. Być może znajdziecie tutaj inspiracje na dekoracje swoich czterech kątów. 

 

Jako, że zimą w domu spędzam głównie wieczory, w kwestiach dekoracyjnych zwracam największą uwagę na oświetlenie. Nie mam tutaj na myśli tradycyjnych lamp czy żarówek. Uwielbiam wszelkiego rodzaju oświetlenia dekoracyjne - lampiony, świeczki czy sznury świetlne. Sięgam po tradycyjne cotton ballsy, ale szukam również tzw. perełek, które są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Staram się wybierać takie oświetlenia, które ocieplą mieszkanie, lecz nie są typowo świąteczne tak, bym nie musiała się z nimi szybko rozstawać. Jak wiadomo święta mijają w mgnieniu oka, dlatego wszystkie posiadane przeze mnie dekoracje staram się rozdysponować już przed Mikołajkami, a jeśli uda mi się spotkać coś wyjątkowego, sukcesywnie dodaję zakupione ozdoby. W kwestii oświetlenia i dekoracji przywiązuję największą uwagę do przystroju okien. Uważam bowiem, iż umiejętnie udekorowane potrafią całkowicie odmienić mieszkanie. Poniżej przedstawiam Wam tegoroczne dekoracje własnego mieszkania. 


W kwestiach dekoracyjnych stawiam  na ozdoby w stonowanych kolorach - głównie bieli, szarości, ewentualnie złocie i srebrze. Nie lubię inwestować w drogie artykuły dekoracyjne, choć czasami zdarzają się sytuacje, w których zdrowy rozsądek pozostaje daleko w tyle. Wszystko przez to, że sklepy z dekoracjami świątecznymi przyciągają mnie dosłownie jak magnes. W ubiegłym roku zostawiłam w nich zdecydowanie zbyt dużo pieniędzy, więc teraz postanowiłam, że udekoruję swój dom zgromadzonymi zapasami, a w resztę dekoracji zaopatrzę się w Pepco, Rossmannie czy Biedronce. Można w nich znaleźć tanie i naprawdę ciekawe ozdoby, z tym, że musimy systematycznie do nich zaglądać. W ubiegłym roku czekałam z zakupami niektórych dekoracji niemalże do świąt, z nadzieją, że uda mi się je kupić w atrakcyjnych cenach, jednak okazało się, iż większość rzeczy, którymi byłam zainteresowana została już wykupiona, dlatego nie warto zostawiać niczego na ostatnią chwilę. Jedynie choinkę pozostawiam na ostatni tydzień przed świętami, jednak ozdoby na nią również mam już wcześniej zakupione.


Stawiam na dekoracje proste, bez zbędnych udziwnień. Mikołaje i renifery też są w moim domu mile widziane, lecz kupując je wybieram stonowane kolory. Grunt, żeby świąteczna atmosfera była jak najbardziej odczuwalna, a przy tym całość dobrze komponowała się z meblami i pozostałym wystrojem wnętrza. Niektóre dekoracje mają dla mnie ogromne znaczenie sentymentalne - są ze mną od kilkunastu lat (niektóre bombki choinkowe przechodzą z pokolenia na pokolenie), inne z kolei po pewnym czasie oddaję rodzicom czy dziadkom, gdyż przestają się dobrze komponować z nowo zakupionymi ozdobami lub mam ich po prostu zbyt wiele. Staram się nie przesadzać z ich ilością, by nie osiągnąć efektu odwrotnego do zamierzonego. Ważne, byśmy potrafili we wszystkim znaleźć umiar :)


Dekoracja domu jest bardzo ważnym elementem, dzięki któremu możemy jeszcze bardziej poczuć atmosferę zbliżających się świąt. Mamy okazję wybierać spośród przeróżnych ozdób, o ogromnych rozpiętościach cenowych. Podczas zakupów nie dajmy się zwariować. Jak wiadomo atmosfera sklepów w tym okresie sprzyja spontanicznym zakupom, które nie zawsze są przemyślane i po przyjeździe do domu często okazują się nietrafionym nabytkiem kupionym pod wpływem emocji. Zastanówmy się dwa razy zanim zdecydujemy się na konkretny zakup. Pomyślmy o tym, czy jest nam to naprawdę potrzebne i czy zakupiona ozdoba nie okaże się kolejnym przedmiotem, który szybko powędruje w kąt. W szale przedświątecznych zakupów nie zapominajmy również o tym, że święta to przede wszystkim czas dla rodziny oraz naszych bliskich i to właśnie oni powinni być dla nas najważniejsi. Pięknie udekorowane mieszkanie będzie z pewnością doskonałą otoczką dla rodzinnych spotkań. Warto zadbać o to, by nasz dom prezentował się w tym czasie wyjątkowo, jednak nie powinno być to dla nas głównym priorytetem.

A Wy na co zwracacie uwagę dekorując swoje mieszkanie? Dajecie się porwać przedświątecznym okazjom czy stawiacie na przemyślane zakupy?

Dermokosmetyki Mediderm - produkty do pielęgnacji skóry atopowej na każdą kieszeń.

Dermokosmetyki Mediderm - produkty do pielęgnacji skóry atopowej na każdą kieszeń.

Atopowe zapalenie skóry to dolegliwość, która potrafi naprawdę uprzykrzyć życie. Charakteryzuje się nadmiernym wysuszeniem naskórka, swędzeniem i zaczerwienieniem. Jego główną przyczyną jest niewłaściwe funkcjonowanie bariery ochronnej skóry. Choroba często ma charakter cykliczny. W moim przypadku dolegliwości nasilają się przede wszystkim w okresie jesienno-zimowym. Ogniska chorobowe pojawiają się najczęściej na zgięciach łokci, pod pachami czy na szyi (tam, gdzie skóra najbardziej ociera się o ubrania). Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma leku, który pozwoli pozbyć się problemu raz na zawsze. Istnieje natomiast masa dermokosmetyków, które znacznie złagodzą nieprzyjemne dolegliwości. Większość z nich to produkty bardzo drogie. Potrzeba częstego nawilżania i natłuszczania skóry emolientami sprawia, że leczenie dolegliwości jest dość kosztowne, dlatego chciałam Wam przedstawić produkt, który z pewnością przyniesie ulgę, a przy tym nie zrujnuje Waszego portfela.


Według mnie idealnym produktem do pielęgnacji skóry atopowej za niewygórowaną cenę jest Mediderm - krem wskazany dla osób chorych na łuszczycę, egzemę i atopowe zapalenie skóry. Jest dostępny w trzech pojemnościach: 100g, 500g oraz 1kg. Ja zazwyczaj zaopatruję się w opakowanie o pojemności 500g, za które płacę około 20zł. Małe opakowanie o pojemności 100g jest idealne do torebki czy na wyjazd. Musimy za nie zapłacić około 7zł, więc większa pojemność jest zdecydowanie bardziej opłacalna. Najbardziej ekonomiczne jest opakowanie o pojemności 1kg, za które zapłacimy około 30zł. Oprócz przedstawionych powyżej kremów firma oferuje także inne produkty z tej samej serii:
- Mediderm Shower - emulsja pod prysznic (250g)
- Mediderm Bath - emulsja do kąpieli (500ml)
- Mediderm szampon (200g)
-  Mediderm koncentrat do kąpieli (275ml). 
Wszystkie wymienione dermokosmetyki są dostępne w aptekach stacjonarnych oraz internetowych. 

Opis producenta:
Mediderm cream długotrwale nawilża i natłuszcza, tworząc barierę ochronną, która reguluje zawartość wody nawet w najgłębszych warstwach naskórka. Nadaje skórze miękkość i elastyczność likwidując nadmierne łuszczenie i pękanie. Krem działa kojąco przy świądzie i pieczeniu łagodząc podrażnienia, a także na długo zabezpiecza przed wpływem czynników drażniących. Nie zawiera SLS, parabenów, substancji zapachowych i barwników.

Skład kremu:Aqua Purificata, Petrolatum, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Cetomacrogol 1000, Phenoxyethanol.


Krem jest bezzapachowy, ma gęstą, lecz łatwo rozprowadzającą się konsystencję. Jest nietłusty, błyskawicznie się wchłania, a pomimo białego zabarwienia nie plami ubrań. Nie powoduje uczucia lepkości i jest nietłusty. Opakowanie w formie słoiczka pozwala na łatwe wydobycie potrzebnej ilości produktu. Dzięki takiej formie pudełka możemy mieć pod kontrolą pozostałą ilość produktu. Jeżeli wolicie natomiast opakowania z pompką warto sięgnąć po to o pojemności 1kg. Gdy chcecie mieć produkt zawsze pod ręką, krem w tubce okaże się idealny. Wszystkie opakowania zawierają podstawowe informacje o działaniu produktu, składzie i stosowaniu.

Jeżeli chodzi o częstotliwość stosowania kremu nie ma tutaj żadnych ograniczeń. Możemy go używać w razie potrzeby, tak często jak jest to konieczne. Kiedy kupowałam go po raz pierwszy byłam do niego trochę sceptycznie nastawiona. Nie wierzyłam w to, że produkt za tak niską cenę może mi naprawdę pomóc. Jego działanie przerosło natomiast moje najśmielsze oczekiwania. Krem przynosi natychmiastową ulgę. Niweluje uczucie swędzenia i pieczenia. Redukuje zaczerwienienia i natychmiastowo nawilża skórę. Nie roluje się, nie jest lepki ani tłusty. Wchłania się natychmiastowo oraz sprawia, że skóra jest bardziej miękka i sprężysta. Zmiany chorobowe z dnia na dzień są coraz mniej widoczne, a przy regularnym stosowaniu całkowicie znikają. Ja stosuję go codziennie, również wtedy, gdy objawy chorobowe są mniej nasilone. Doskonale spełnia się w roli balsamu do ciała. Ogromnym plusem produktu jest fakt, iż nie brudzi ubrań i pościeli. Tak naprawdę w ogóle nie czuję, że mam go na sobie. Odczuwam natomiast, iż ma zbawienny wpływ na moją skórę. Stosowałam już wiele kosmetyków o podobnym działaniu i śmiało mogę powiedzieć, że ten krem niczym nie ustępuje drogim kosmetykom. Szczerze polecam! Dla mnie to produkt idealny. 

Czy mieliście okazję stosować produkty marki Mediderm? A może macie inne sprawdzone dermokosmetyki do pielęgnacji skóry atopowej? 

Dlaczego warto przechowywać wspomnienia na papierze?

Dlaczego warto przechowywać wspomnienia na papierze?

W dzisiejszych czasach, kiedy telefon czy  tablet z powodzeniem może zastąpić aparat fotograficzny, a zdjęcia bez najmniejszego problemu przeglądamy na komputerze czy telewizorze drukowane fotografie przechodzą powoli do historii. Dlaczego tak się dzieje? Nie ma przecież nic piękniejszego niż przeglądnie książkowych albumów, które niosą ze sobą niezwykłą historię. 

 
Wszystko to jest efektem naszego przyzwyczajenia oraz przekonania, że tak jest łatwiej, taniej i praktyczniej. Mając zdjęcia w telefonie czy tablecie możemy się nimi pochwalić rodzinie i znajomym w każdych okolicznościach, bez konieczności zabierana ze sobą grubych albumów. Nie twierdzę, że jest to złym rozwiązaniem. Ja również praktykuję ten sposób przechowywania zdjęć, jednak oprócz tego wywołuję te fotografie, które darzę największym sentymentem, gdyż wiem, że źródła elektroniczne potrafią nas zawodzić. Kilka lat temu doświadczyłam tego na własnej skórze. Wszystkie przechowywane na komputerze zdjęcia poszły w niepamięć wraz z jego awarią. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że fotografii mających dla mnie tak ogromną wartość nie udało się odzyskać. Od tej pory staram się dmuchać na zimne i wszystkie ważne zdjęcia wywołuję na bieżąco. Weszło mi to w nawyk i zgromadziłam już sporą kolekcję albumów, które przypominają mi najważniejsze w życiu wydarzenia. 


Pamiętam czasy, kiedy zamiast karty pamięci do aparatów wkładaliśmy kliszę i nie były to tanie rzeczy... Zanim wykonałam fotografię zastanawiałam się kilka razy nad najlepszym ujęciem, a efekt końcowy był wielką niewiadomą aż do momentu wywołania kliszy. Miło wspominam te czasy, w których zdjęcia miały zupełnie inną wartość. Obecnie wykonujemy zdjęcia taśmowo i wychodzimy z założenia, że im więcej, tym lepiej - będzie z czego wybierać. Dawniej za każde zrobione zdjęcie musieliśmy podczas wywoływania zapłacić, nie mieliśmy możliwości wyboru tych najlepszych, a klisza również miała określoną pojemność i raz zapełniona nie nadawała się do ponownego użycia, tak jak w przypadku kart pamięci, z których bez problemu możemy wykasować zdjęcia zgrane na inny nośnik. Zarówno aparaty, jak i telefony komórkowe oraz tablety mają możliwość przeglądania zdjęć i modyfikowania w zależności od potrzeb. Kiedyś nie mieliśmy takich możliwości...

Papierowe zdjęcia bez wątpienia mają swoją magię. Poświęcamy im znacznie więcej uwagi, aniżeli fotografiom w wersji cyfrowej. Monitor czy ekran telefonu nie są w stanie oddać uroku zdjęcia. Prezentuje się ono inaczej w zależności od ich ustawienia czy padającego oświetlenia, a w wersji drukowanej zawsze prezentuje się tak samo dobrze. Ponadto w albumie zdjęcia możemy układać w zależności od upodobań, tak by stworzyły pewną historię. Możemy też dodawać daty, opisy pod zdjęciami lub sporządzać notatki na odwrocie. Jeżeli chodzi o sposób przechowywania tego rodzaju zdjęć, mamy wiele możliwości. Tradycyjne albumy z możliwością wklejania fotografii, albumy kieszeniowe czy te z folią samoprzylepną. Mnogość wzorów i kolorów sprawia, że każdy niezależnie od upodobań znajdzie coś dla siebie. Osobiście uwielbiam wszelkiego rodzaju ramki na zdjęcia. Są doskonałym elementem dekoracyjnym i przypominają nam najważniejsze w życiu chwile. Od kilku lat bardzo popularnym rozwiązaniem stały się fotoksiążki. Sama nie posiadam jej jeszcze w swojej kolekcji. Zatrzymałam się na etapie tradycyjnych albumów, jednak uważam, że są one bardzo ciekawym pomysłem na przechowywanie naszych wspomnień. 

Momenty przeglądania albumów rodzinnych są dla mnie szczególnie wzruszające. Czasami trudno mi uwierzyć w to, że osoby, które jeszcze niedawno siedziały obok mnie odeszły bezpowrotnie. Cieszę się jednak, że pozostała mi po nich pamiątka, która przypomina o wszystkich najpiękniejszych chwilach spędzonych w ich towarzystwie. Na co dzień, wpadając w wir pracy nie zastanawiamy się nad nieuchronnym upływem czasu. Nasza pamięć bywa ulotna, dlatego warto dbać o pielęgnowanie wspomnień. Przebywając z naszymi bliskimi każdego dnia nie zauważamy jak zmieniają się oni na przestrzeni lat. Zdjęcia pomagają dostrzec to, czego nie zauważamy gołym okiem i są wspaniałą pamiątką dla naszego potomstwa. Pamiętajmy o tym, by zatrzymać na dłużej to, co nieuchronnie przemija. To tak niewiele i tak wiele jednocześnie :)  


Czy w kwestii przechowywania zdjęć podobnie jak ja jesteście tradycjonalistami czy gromadzicie zdjęcia na nośnikach elektronicznych?

Akcja Regeneracja! Zadbaj o swoje dłonie z produktami Nivelazione.

Akcja Regeneracja! Zadbaj o swoje dłonie z produktami Nivelazione.

Okres jesienno-zimowy to szczególnie trudny czas dla naszych dłoni. Są one wystawione na niekorzystne działanie czynników atmosferycznych takich jak wiatr czy niskie temperatury. Moje ręce wyglądają wtedy fatalnie... Są wyraźnie przesuszone, mimo częstego stosowania kremu. Ponadto skórki strasznie pękają. Istna tragedia. Niejednokrotnie inwestowałam w drogie kremy, które często i tak nie spełniały swojego zadania. Skorzystałam również z serii zabiegów parafinowych w salonie kosmetycznym, lecz ich efekty były dla mnie zauważalne jedynie zaraz po wyjściu w salonu. Dziś chciałam przedstawić Wam produkty, które stały się dla mnie doskonałą alternatywą dla zabiegów oferowanych przez salony kosmetyczne. Chodzi o dwa produkty z serii Nivelazione: trzystopniową kurację parafinową do dłoni oraz profesjonalny zabieg S.O.S do rąk i paznokci.


Do zakupu skusiła mnie przede wszystkim niska cena produktów - kosztują bowiem około 10 zł, przy czym za zabieg u kosmetyczki musimy zapłacić trzy razy więcej. Możemy je kupić w drogeriach stacjonarnych i internetowych. Jeżeli chodzi o testowanie kosmetyków, na pierwszy ogień poszła trzystopniowa kuracja parafinowa do dłoni. Zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu, gdzie będziecie mogli poznać moją opinię i dowiedzieć się czy naprawdę warto sięgnąć po ten zestaw :)


PARAFINOWE S.O.S. DLA DŁONI

Trzystopniowa kuracja parafinowa to profesjonalny zabieg, który pomaga szybko uzyskać piękne, zadbane dłonie. Producent zapewnia, że po zabiegu nasza skóra będzie widocznie zregenerowana i dogłębnie nawilżona. Ponadto przy regularnym stosowaniu dłonie mają stać się wyraźnie młodsze (wygładzone, miękkie i ujędrnione). 

Całość mieści się w tekturowym pudełeczku zawierającym wszystkie najistotniejsze informacje dotyczące działania, składu i sposobu użycia. Wewnątrz mieszczą się dwie saszetki: jedna z peelingiem i druga zawierająca maskę. Dodatkowo znajdziemy w nim cienkie, foliowe rękawiczki, które mają wzmocnić działanie maski parafinowej.

Jak wygląda stosowanie produktu? Nie ma nic prostszego. Na lekko zwilżonych dłoniach rozprowadzamy peeling. Dokładnie wmasowujemy, spłukujemy ciepłą wodą i osuszamy ręcznikiem. Następnie rozgrzewamy w  miseczce z ciepłą wodą maskę parafinową. Kiedy zmieni konsystencję w płynną nakładamy zawartość saszetki na dłonie. Nakładamy foliowe rękawiczki i pozostawiamy na około 15 minut. Dla wzmocnienia efektu owinęłam dodatkowo dłonie ręcznikiem. Po upływie określonego czasu nadmiar maski wmasowujemy w dłonie. Ja część maseczki musiałam usunąć ręcznikiem papierowym, ponieważ było jej tak dużo, że moje dłonie nie dały rady wchłonąć tak ogromnej ilości. Dla mnie plusem maski parafinowej jest fakt, że nie zastyga ona na dłoniach tak jak tradycyjna parafina stosowana w salonach, lecz ma delikatną, kremową konsystencję.


Jak podaje producent: "Parafinowy peeling zawiera ryżowe drobinki peelingujące oraz naturalny pumeks, dzięki czemu doskonale usuwa martwy naskórek, przygotowując skórę dłoni do aplikacji maski. Dodatkowo specjalnie wyselekcjonowane składniki aktywne: parafina 12%, mocznik i oliwka z oliwek skutecznie pielęgnują skórę, pozostawiając dłonie idealnie gładkie i delikatne.
Parafinowa maska dzięki bogatej, wyjątkowo aktywnej formule zawierającej aż 37% parafiny, wosk pszczeli, olej kokosowy, olej buriti, oliwkę z oliwek, kompleks witamin i d-pantnol, działa przeciwstarzeniowo, natychmiast przywraca komfort i zapewnia profesjonalną pielęgnację. Intensywnie nawilża, głęboko odżywia i regeneruje skórę, przyspiesza odbudowę zniszczonego naskórka oraz zapobiega łamaniu i rozdwajaniu się paznokci, przywracając dłoniom idealną gładkość i piękny, młody wygląd". 

Poniżej przedstawiam szczegółowy skład produktów, które wchodzą w skład zestawu:
 

Jeżeli chodzi o moje wrażenia, produkt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pomimo niskiej ceny daje naprawdę zadowalające efekty. Uważam, że stosowanie kuracji raz w tygodniu jest optymalnym rozwiązaniem. Oczywiście nie liczmy na to, iż efekt będzie tak piorunujący, że będziemy mogli zrezygnować z kremów do rąk. Będziemy je musieli stosować tak samo często jak przedtem jednak kuracja sprawi, że kosmetyki będą się dużo szybciej wchłaniać. Osobiście odniosłam wrażenie, że skóra dłoni nie wpija już tak ogromnej ilości kremów jak dawniej. Na pewno jest gładsza, sprawia wrażenie nawilżonej i zregenerowanej, a wszelkie bruzdy są mniej widoczne. Ja pomimo dbałości o dłonie mam strasznie widoczne linie papilarne i bruzdy. Niestety moje dłonie wyglądają na dużo starsze, dlatego kładę duży nacisk na ich pielęgnację. Co do efektu ujędrniania nie chcę się wypowiadać. Myślę, że jakkolwiek efekt skóry bardziej jędrnej i sprężystej będzie widoczny dopiero po dłuższym stosowaniu. Nie mniej jednak jestem bardzo zadowolona z działania kuracji i w okresie jesienno-zimowym na pewno zrobię większe zapasy tego produktu, by móc regularnie go stosować. Jeśli podobnie jak ja żyjecie w ciągłym biegu i chcecie zaoszczędzić zarówno czas jak i pieniądze, które możecie przeznaczyć na inne przyjemności, koniecznie sięgnijcie po ten produkt. 


ODŻYWCZA SIŁA WITAMINY C 

Drugim produktem, który chciałabym Wam przedstawić jest profesjonalny zabieg S.O.S do rąk i paznokci do skóry suchej, szorstkiej i podrażnionej. Producent zapewnia, że kosmetyk natychmiastowo nawilży i zregeneruje skórę dłoni. Po jego zastosowaniu mają być one miękkie i gładkie, a regularne stosowanie wzmocni łamliwe i rozdwajające się paznokcie. 

Podobnie jak w przypadku pierwszego produktu, który Wam przedstawiłam, kuracja z witaminą C również mieści się w tekturowym pudełeczku, na którym możemy przeczytać informacje o składzie produktu, jego sposobie zastosowania i spodziewanych efektach. Wewnątrz opakowania znajdują się trzy saszetki: peeling do rąk, serum do paznokci, jak również regenerująca maska. Dodatkowo do zestawu dołączone są rękawiczki, które służą przyspieszeniu wchłaniania składników zawartych w maseczce.  

Jeżeli chodzi o stosowanie kuracji, jest ono dziecinnie proste i nie zajmuje dużo czasu.  Pierwszym krokiem jest wykonanie dokładnego, kilkuminutowego peelingu na lekko zwilżonych dłoniach oraz zmycie go ciepłą wodą i osuszenie ręcznikiem. Kolejny krok to nałożenie na płytkę paznokcia i skórki niewielkiej ilości serum. Na pozostałą część dłoni nakładamy grubą warstwę maseczki i dokładnie wmasowujemy w naskórek. Aby wzmocnić efekty kuracji nakładamy rękawiczki i czekamy 15 minut. Tak jak w przypadku maski parafinowej, w tym przypadku również owinęłam dłonie ręcznikiem, by wzmocnić efekt rozgrzewający. Nadmiar maski wcieramy w dłonie. Jeśli jej ilość jest zbyt duża, zbieramy nadmiar ręcznikiem papierowym lub chusteczką. 


"Nawilżający peeling o działaniu wygładzającym zawiera naturalne drobinki peelingujące z ryżu, które delikatnie, ale skutecznie złuszczają martwy naskórek, przygotowując skórę dłoni do dalszej pielęgnacji i aplikacji maski. Dodatkowo specjalnie wyselekcjonowane składniki aktywne: proteiny jedwabiu, d-pantenol i alantoina zapobiegają powstawaniu podrażnień, pozostawiając dłonie idealnie gładkie i delikatne. 
Serum do paznokci to skoncentrowany preparat do kompleksowej pielęgnacji paznokci oraz otaczającego naskórka. Dzięki starannie dobranej kompozycji olejku arganowego, migdałowego i jojoba, doskonale wzmacnia, nawilża i regeneruje płytkę paznokcia. Dodatkowo wysoka zawartość witamin E i F oraz odżywczego masła Shea zmiękcza skórki i chroni paznokcie przed uszkodzeniami, poprawiając ich kondycję i wygląd. 
Aktywnie regenerująca maska-kompres dzięki skoncentrowanej formule zawierającej witaminę C, 10% masła Shea, olej arganowy, kwas hialuronowy, kolagen, elastynę i proteiny jedwabiu, intensywnie pielęgnują skórę, zapewniając jej przyjemną gładkość. Długotrwale i silnie nawilża, wyrównuje koloryt skóry, łagodzi i koi podrażnienia, stymuluje naturalne procesy odnowy i opóźnia oznaki starzenia, przywracając dłoniom piękny wygląd."

Szczegółowy skład kuracji:


Jestem bardzo zadowolona z działaniu produktu.  Pomimo niskiej ceny daje naprawdę zadowalające efekty. W stu procentach potwierdza  stwierdzenie, że dobry kosmetyk wcale nie musi być drogi. Stosowałam kurację tydzień po zabiegu parafinowym z tej samej firmy i była ona jego znakomitym dopełnieniem. Moja skóra wygładziła się, jest dużo bardziej nawilżona i zregenerowana, aniżeli podczas stosowania wyłącznie kremów. Co więcej zauważyłam, że dłonie lepiej wchłaniają kosmetyki nawilżające. Głębokie bruzdy nie są już tak bardzo widoczne jak przed zabiegami, a koloryt wyraźnie się wyrównał. Peeling ma nieco grubsze ziarna, niż w przypadku poprzednio opisywanego zestawy, dlatego masaż trzeba wykonywać nieco ostrożniej, by nie podrażnić skóry. Serum do paznokci ma konsystencję podobną do wazeliny i świetnie nawilża. Zauważyłam, że skórki stały się wyraźnie zregenerowane. Co do regeneracji paznokci z pewnością potrzeba długotrwałego, regularnego stosowania, by zauważyć efekty. Zamierzam stosować raz w tygodniu, naprzemiennie obydwie opisane przeze mnie kuracje. Myślę, że pomogą mi one utrzymać dłonie w zadowalającej kondycji. Oczywiście przy codziennym stosowaniu kremów nawilżających. Jeżeli szukacie niedrogiej alternatywy dla zabiegów w salonach kosmetycznych polecam Wam te produkty. Ja jestem pozytywnie zaskoczona ich działaniem i z pewnością zostaną ze mną na dłużej. 

Mieliście okazję stosować opisane powyżej produkty? Jeśli tak to czy Wasze wrażenia są równie pozytywne? A może macie inne sprawdzone sposoby na utrzymanie pięknych dłoni w okresie jesienno-zimowym?

LIQ CR Serum Night 0.3% Retinol SILK | LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST - efekty miesięcznej kuracji produktami firmy Liqpharm

LIQ CR Serum Night 0.3% Retinol SILK | LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST - efekty miesięcznej kuracji produktami firmy Liqpharm

Ponad miesiąc temu nawiązałam współpracę z polską firmą kosmetyczną Liqpharm, która oferuje specjalistyczne produkty do pielęgnacji różnych rodzajów skóry. Kosmetyki oferowane przez firmę nie zawierają silikonów, substancji zapachowych oraz sztucznych barwników. Zawierają natomiast wysokie stężenie substancji aktywnych. Wysokie stężenie kwasów i witamin sprawia, że efekty kuracji produktami są widoczne już w pierwszych tygodniach stosowania. Zapowiada się całkiem obiecująco, nieprawdaż? 


Do kuracji podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Choć nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z kosmetykami firmy wiązałam z nimi ogromne nadzieje na poprawę stanu mojej cery trądzikowej, z licznymi przebarwieniami i bliznami potrądzikowymi. Spośród szerokiej gamy oferowanych serów miałam okazję przetestować następujące produkty:
- LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST (Lekkie serum rozświetlające z witaminą C);
- LIQ CR Serum Night 0,3% Retinol SILK (Koncentrat intensywnie korygujący na noc).
Oprócz nich firma oferuje również: 
- LIQ CC Serum Rich 15% Vitamin C BOOST (Bogate serum rozświetlające z witaminą C);
- LIQ Ce Serum Night 15% Vitamin E MASK (Dwufazowe serum regenerująco-odżywcze na noc);
- LIQ CG Serum Night Glycolic PEEL (Serum wygładzające na noc - peeling).
Jak widzicie, jest w czym wybierać. Z pewnością każdy niezależnie od wieku i rodzaju skóry znajdzie coś dla siebie.

Oferowane  przez firmę sera są zapakowane w eleganckie, tekturowe pudełeczka, na których znajdują się wszystkie podstawowe informacje o ich składzie, przeznaczeniu i sposobie użycia. Pudełka są zaplombowane, dzięki czemu mamy pewność, że nikt wcześniej ich nie otwierał. Po zerwaniu plomby naszym oczom ukazują się nieprzezroczyste szklane buteleczki o pojemności 30 ml, z dozownikiem w formie pipety, która pozwala na szybkie i higieniczne wydobycie odpowiedniej ilości produktu. Moim zdaniem kosmetyki oferowane przez firmę wyglądają dość ekskluzywnie. Z pewnością będą pięknie ozdabiać naszą toaletkę ;)  


Sera są dostępne w wybranych aptekach stacjonarnych oraz internetowych. Co ważne, produkty oferowane przez firmę nie są testowane na zwierzętach. Zostały przebadane dermatologicznie, więc sięgając po nie nie musimy się absolutnie niczego obawiać.

Zapewne jesteście ciekawi jak sprawdziły się u mnie kosmetyki tej firmy? Po długim wstępie zapraszam więc do przeczytania dalszej części wpisu, gdzie będziecie mogli znaleźć szczegółowe informacje o każdym z produktów, no i najważniejsze - moją opinię o każdym z nich. Fakt, iż otrzymałam powyższe sera nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę. Jest ona w stu procentach rzetelna. 

 

LIQ CR Serum Night 0.3% Retinol SILK
(Koncentrat intensywnie korygujący na noc)


Pierwszym produktem, który miałam okazję przetestować jest koncentrat intensywnie korygujący na noc. Jak podaje producent, jest on odpowiedni dla osób w każdym wieku, niezależnie od rodzaju cery. Zaleca się stosowanie go przez pierwszy miesiąc 2 razy w tygodniu na noc, natomiast po tym czasie co drugi wieczór. Dla uzyskania najlepszych efektów należy używać serum minimum przez trzy miesiące, choć można je stosować przez cały rok. 


Serum LIQ CR koryguje niedoskonałości i pomaga zredukować bruzdy, zmarszczki oraz plamy starcze. Odpowiednie stężenie czystego Retinolu (0.3%) nie tylko ogranicza i spowalnia proces starzenia się skóry ale również, poprzez intensywny wpływ na syntezę kolagenu, poprawia widocznie jej elastyczność i napięcie. Obecność kwasu laktobionowego i witaminy E zapewnia optymalne funkcjonowanie bariery naskórkowej w trakcie kuracji Retinolem.


INCI: Aqua (Water), Propylene Glycol, Lactobionic Acid, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Retinol, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben

Składniki aktywne:
Retinol -  naturalna forma witaminy A, która wywiera intensywne działanie przeciwstarzeniowe po przekształceniu się w tretinoinę. W przeciwieństwie do tretinoiny, jest znacznie mniej drażniący. Redukuje zmarszczki poprzez indukcję syntezy kolagenu, rozświetla skórę i rozjaśnia przebarwienia. Zwiększa elastyczność skóry i likwiduje niedoskonałości.
Kwas Laktobionowy -  zwiększa integralność warstwy rogowej naskórka i przyspiesza regenerację bariery ochronnej skóry.
Witamina E - neutralizuje wolne rodniki, chroni przed zniszczeniem lipidy naskórka, włókna kolagenowe i elastynowe oraz wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Spowalnia procesy starzenia się skóry i przyspiesza proces regeneracji po oparzeniach i zabiegach kosmetycznych.
Kwas hialuronowy - niskocząsteczkowy kwas hialuronowy odpowiada za optymalne nawodnienie skóry. Posiada wyjatkową zdolność wiązania dużych ilości wody, zapewniając skórze nawilżenie i prawidłową pracę komórek.


Najpierw skupię się na konsystencji kosmetyku. Serum jest lejące (nie wodniste), więc nie ucieka nam z dłoni, co jest szczególnie istotne przy nakładaniu. Jego zapach jest lekko wyczuwalny, delikatny, więc produkt z pewnością przypadnie do gustu osobom stroniącym od intensywnych aromatów. Kosmetyk ma lekko żółte zabarwienie, które nie jest widoczne po nałożeniu na skórę. Szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy jak to bywa w przypadku niektórych serów.

Ja jestem właścicielką skóry mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości. Jak już wcześniej wspominałam, znajdują się na niej liczne przebarwienia i blizny potrądzikowe, więc z produktem wiązałam ogromne nadzieje i nie zawiodłam się. Już po pierwszym tygodniu stosowania zauważyłam, że serum wykazuje silne właściwości złuszczające. Nie przeszkadzało mi to jednak w codziennym funkcjonowaniu, a pod złuszczonym naskórkiem stopniowo ukazywała się gładka i miękka skóra o wyrównanym kolorycie. Podczas kuracji nie odczuwałam żadnego pieczenia czy swędzenia. Złuszczający się naskórek usuwałam na bieżąco wykonując raz w tygodniu delikatny peeling. Jestem pozytywnie zaskoczona efektami kuracji. Moja skóra się wygładziła, a przebarwienia potrądzikowe rozjaśniły. Serum jest niezwykle wydajne, więc myślę, że buteleczka o pojemności 30 ml spokojnie wystarczy na 3-miesięczną kurację.


LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST
(Lekkie serum rozświetlające z witaminą C)


Drugim produktem, który miałam okazję przetestować dzięki uprzejmości firmy było lekkie serum rozświetlające z witaminą C przeznaczone do cery normalnej i mieszanej. To serum na dzień i na noc, które można stosować bez względu na to czy jesteśmy właścicielkami cery młodej czy dojrzałej. Można je używać przez cały rok, również wtedy gdy wystawiamy naszą buzię na promienie słoneczne.



Serum LIQ CC Light dzięki wysokim stężeniom aktywnych składników redukuje proces starzenia się skóry oraz chroni przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych. 15% witaminy C zapewnia szybkie pobudzenie syntezy kolagenu, skutecznie neutralizuje wpływ wolnych rodników i wyrównuje koloryt skóry. Aktywność czystej, niezjonizowanej formy witaminy C potęgowana jest przez odpowiednio dobrane stężenia tokoferolu i magnezu, które jednocześnie działają ochronnie, regenerująco oraz odżywczo. Dzień po dniu skóra odzyskuje utracony komfort, blask i witalność.


INCI: Propylene Glycol, Aqua (Water), L-Ascorbic Acid, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Magnesium Sulfate, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben 

Składniki aktywne:
Witamina C (15% - 4800 mg) - aktywny kwas L-askorbinowy w formie niezjonizowanej zapewnia łatwość przenikania we wszystkie warstwy skóry pobudzając syntezę kolagenu, wyrównując koloryt i rozświetlając cerę. Redukuje szkodliwy wpływ promieniowania UV, pomagając chronić DNA komórek skóry.
Tokoferol - witamina E - wzmocnienie ochrony antyoksydacyjnej
Magnez - zapewnia silne działanie regeneracyjne
Kwas hialuronowy - chroni skórę przed odwodnieniem, zapewnia jej elastyczność i długotrwałe nawilżenie


 
Podobnie jak w przypadku pierwszego serum, które miałam okazję testować, ten produkt również ma płynną konsystencję, którą możemy wydobyć ze szklanej buteleczki za pomocą pipetki. Jest bezbarwne i niemal bezwonne. Serum nie jest lepkie ani tłuste. Doskonale się rozprowadza i szybko wchłania. Ogromnym plusem jest dla mnie fakt, iż produkt można stosować jako bazę pod podkład. Makijaż dobrze się na nim trzyma, a podczas nakładania podkładu nie ma mowy o jakimkolwiek rolowaniu. Radzę jednak unikać aplikacji serum w okolicach ust - możecie wyczuć lekko gorzkawy posmak. Podobnie jak w przypadku poprzednika, kosmetyk jest bardzo wydajny, więc opakowaniem o pojemności 30 ml będziecie mogli się cieszyć przez długi czas.

Serum stosowałam jako dopełnienie kuracji koncentratem intensywnie korygującym na noc. Używałam je wieczorem (w te dni kiedy nie stosowałam wyżej opisanego koncentratu), jak również rano pod lekki krem nawilżający. Już niedługo po rozpoczęciu kuracji zauważyłam, że moja skóra nabrała cudownego blasku o jakim mogłam dotąd tylko pomarzyć. Koloryt został wyrównany, co jest z pewnością zasługą obydwu kosmetyków. Skóra jest wyraźnie ujędrniona, wygładzona i wygląda na wypoczętą. Zauważyłam, że kosmetyk korzystnie wpływa na zaczerwienienia czy zmiany trądzikowe. Pojawiają się one znacznie rzadziej, a jeśli już coś wyskoczy, znika w zawrotnym tempie. Serum spokojnie można stosować również pod oczy. U mnie te okolice są szczególnie wrażliwe, więc obawiałam się troszkę wystąpienia reakcji alergicznych, lecz nic takiego się nie zadziało. Moja cera bardzo się z nim polubiła i z pewnością zagości w mojej kosmetyczce na dłużej ;)

Chciałam bardzo podziękować firmie  Liqpharm za możliwość przetestowanie produktów. Jeżeli macie wątpliwości, które serum będzie najodpowiedniejsze dla Waszej cery zapraszam do kliknięcia w poniższą ikonkę - przekieruje Was ona na stronę internetową firmy, gdzie wszystkie produkty są szczegółowo opisane. 

 

https://www.liqpharm.pl/

Mieliście okazję stosować produkty firmy Liqpharm? A może widzicie je po raz pierwszy? Zapraszam do aktywności w komentarzach :)

Dlaczego warto wprowadzić miód do swojej diety?

Dlaczego warto wprowadzić miód do swojej diety?

Miód ma zbawienne właściwości dla naszego organizmu - jest pyszny oraz pomaga zachować zdrowie na długie lata. Najczęściej sięgamy po niego w okresie wzmożonych zachorowań na przeziębienie i grypę (jesienno-zimowym), lecz warto zadbać o to, by zagościł na naszych stołach przez cały rok. Pomimo, iż jest produktem dość kalorycznych (w 100 gramach znajduje się około 300 kalorii), nie należy się tym zrażać, gdyż nie są to puste kalorie jak w przypadku innych słodyczy. Miód już w czasach starożytnych był jednym z najczęściej stosowanych lekarstw, jednak jest wykorzystywany również we współczesnej medycynie. Poniżej znajdziecie kilka powodów, dla których warto sięgnąć po ten produkt. Zapraszam do lektury :) 


 Miód jest nieoceniony w leczeniu różnorodnych schorzeń. Oto niektóre jego zalety:
- Wpływa korzystnie na działanie układu krążenia. Poprawia wydolność mięśnia sercowego, obniża ciśnienie tętnicze oraz rozszerza naczynia wieńcowe. Hamuje również rozwój miażdżycy;
- Wspomaga układ odpornościowy. Ma działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Ułatwia odkrztuszanie, leczy kaszel, chrypkę oraz zapalenie gardła. Działa przeciwalergicznie i uodparniająco;
- Jeżeli chodzi o układ pokarmowy, miód ma działanie oczyszczające. Minimalizuje negatywne działanie używek takich jak alkohol czy kawa. Produkt ten może być również stosowany pomocniczo w leczeniu choroby wrzodowej żołądka. Łagodzi zaparcia, a także pobudza trawienie;
- Prowadzi do wzmocnienia czynności ochronnych i odtruwających wątroby;
- Dzięki właściwościom moczopędnym jest wykorzystywany pomocniczo w leczeniu chorób układu moczowego. Miód zapobiega powstawaniu w nerkach oraz pęcherzu moczowym piasku i kamieni oraz zmniejsza obrzęki, które są spowodowane niewydolnością nerek;
- Pomaga w leczeniu cukrzycy;
- Hamuje rozwój próchnicy;
- Wspomaga działanie układu nerwowego. Uspokaja i wycisza oraz poprawia nastrój. Jest stosowany pomocniczo w leczeniu nerwic i bezsenności. 


Możemy wyróżnić wiele rodzajów miodu, lecz najpopularniejsze z nich to:
- miód wielokwiatowy - produkowany z nektarów zbieranych przez pszczoły z miododajnych roślin kwitnących w sadach, lasach, na łąkach i polach. Jego kolor, zapach i smak uzależnione są od rodzaju kwiatów, z których jest przyrządzony. Ten pochodzący z wiosennych kwiatów ma jasną barwę oraz łagodny smak i zapach. Miód z kwiatów letnich jest znacznie ciemniejszy, ma wyrazisty smak i zapach.
- miód rzepakowy - w stanie płynnym ma bardzo delikatne słomkowe zabarwienie i lekko wyczuwalny zapach rzepaku, który po pewnym czasie się ulatnia. Szybko ulega krystalizacji. Staje się wtedy niesamowicie gęsty i przybiera najczęściej kremową barwę. Jest łatwo rozpuszczalny w wodzie. Ma bardzo słodki smak.
- miód akacjowy - w stanie płynnym ma bardzo jasną, niemal przezroczystą barwę. Bardzo wolno się krystalizuje. Ma charakterystyczny delikatny aromat i lekko słodkawy smak pozbawiony goryczki.
- miód lipowy - pozyskiwany jest z kwiatów lipy. W stanie płynnym przybiera jasnożółtą, bursztynową barwę. Jego zapach do złudzenia przypomina aromat kwiatu lipy, natomiast smak jest dość ostry i wyrazisty.
- miód spadziowy - jest produkowany ze spadzi, czyli lepkiej substancji, która występuje na drzewach takich jak: sosny, świerki, jodły, klony, dęby, modrzewie czy też wierzby. Ma korzenny smak, który jest najmniej słodki ze wszystkich rodzajów miodu i lekko zielone zabarwienie.


Jeżeli chodzi o moje ulubione sposoby spożywania miodu, uwielbiam cieplutkie tosty z masełkiem i z miodem, często dodaję go również do ciasta naleśnikowego. W naszej kuchni królują także wypieki z dodatkiem tego produktu - ciasta i ciasteczka. Jeżeli chodzi o słodzenie herbaty staram się zastępować cukier miodem. Wrzucony do niej dodatkowo plasterek cytryny sprawia, że herbatka smakuje wyśmienicie, a dodatkowo ma świetne właściwości uodparniające. Gdy dopadnie mnie uporczywe przeziębienie, kubek gorącego mleka z odrobiną masełka i miodu jest niezawodny. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć, więc codziennie, niezależnie  od pory roku spożywam płaską łyżeczkę miodu. Uwielbiam również stosować kosmetyki naturalne na bazie miodu. Mają piękny zapach oraz zbawienne właściwości dla skóry :) 

A Wy jak często spożywacie miód? Wspomagacie nim naturalną odporność organizmu czy raczej za nim nie przepadacie? Zapraszam do dyskusji :)

Czy krem antycelulitowy jest w stanie całkowicie usunąć uporczywy cellulit? | Recenzja serum modelującego sylwetkę Nuxe Body

Czy krem antycelulitowy jest w stanie całkowicie usunąć uporczywy cellulit? | Recenzja serum modelującego sylwetkę Nuxe Body

Wiele kobiet boryka się z uporczywym cellulitem. Wpływają na to liczne czynniki. Siedzący tryb życia, niewłaściwe odżywianie i predyspozycje genetyczne - wszystko to powoduje, że znajdujemy się w grupie podwyższonego ryzyka. Sama walczę z cellulitem od kilku lat i póki co nie osiągnęłam sukcesu. Jeżeli chodzi o aktywność fizyczną, nie jestem zbyt systematyczna (szczególnie w okresie jesienno-zimowym). Zdrowe odżywianie także nie jest moją mocną stroną. Jem nieregularnie i często w pośpiechu. Staram się natomiast stosować systematycznie kosmetyki antycellulitowe - głównie kremy i peelingi. Niestety tego typu produkty nie zlikwidują go całkowicie, szczególnie jeśli jest bardzo zaawansowany. Nie mniej jednak ich używanie pomoże ujędrnić skórę oraz sprawić, że stanie się ona bardziej gładka i elastyczna. Ostatnio moją uwagę przykuło serum modelujące sylwetkę Nuxe Body. Bardzo cenię sobie produkty tej firmy. Pomimo wysokiej ceny potrafią one zdziałać cuda. Osobiście uważam, że lepiej zainwestować w jeden porządny kosmetyk niż kilka kosmetycznych bubli. Jeżeli jesteście ciekawi jak sprawdził się u mnie kosmetyk antycellulitowy firmy Nuxe, zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu ;) 



Opis producenta:
To wysoce skoncentrowane serum modelujące zawierające kofeinę roślinną, wyciągi roślinne i polifenole zmniejsza widoczność cellulitu tłuszczowego dzięki kompleksowemu, potrójnemu działaniu (uwolnienie i rozbicie tkanki tłuszczowej, spalanie tkanki tłuszczowej, modelowanie sylwetki). Już po pierwszym zastosowaniu skóra jest widocznie wygładzona. Zawiera co najmniej 91% składników pochodzenia naturalnego (w tym polifenole kakaowca, kofeina roślinna, liście yacon, mikroalgi, mimoza brazylijska, siwiec żółty). Nie zawiera parabenów.

Skład:
AQUA/WATER, ALCOHOL DENAT., PROPANEDIOL DICAPRYLATE, GLYCERIN, CAFFEINE, PROPYLENE GLYCOL DICAPRYLATE/DICAPRATE, EUGLENA GRACILIS EXTRACT, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, COPERNICIA CERIFERA CERA/COPERNICIA CERIFERA (CARNAUBA) WAX, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DIMETHICONE, TOCOPHEROL, PHENOXYETHANOL, GLUCONOLACTONE, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM HYDROXIDE, CITRUS GRANDIS (GRAPEFRUIT) PEEL OIL, SODIUM DEXTRAN SULFATE, MICA, CI 77891/TITANIUM DIOXIDE, SODIUM BENZOATE, ALCOHOL, CEDRUS ATLANTICA BARK OIL, DIMETHICONOL, ESCIN, LECITHIN, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE, THEOBROMA CACAO (COCOA) EXTRACT, MALTODEXTRIN, CEDROL, MENTHA VIRIDIS (SPEARMINT) LEAF OIL, ALARIA ESCULENTA EXTRACT, CANANGA ODORATA FLOWER OIL, CANARIUM LUZONICUM GUM NONVOLATILES, CUPRESSUS SEMPERVIRENS LEAF/NUT/STEM OIL, HELICHRYSUM ANGUSTIFOLIUM FLOWER OIL, PIPER NIGRUM (PEPPER) FRUIT OIL, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF OIL, SMALLANTHUS SONCHIFOLIUS LEAF EXTRACT, TRIETHANOLAMINE, STRYPHNODENDRON ADSTRINGENS BARK EXTRACT, POTASSIUM SORBATE, CALCIUM GLUCONATE, GLAUCIUM FLAVUM LEAF EXTRACT, BAMBUSA VULGARIS LEAF/STEM EXTRACT, LIMONENE, CITRAL, BENZYL BENZOATE, CITRONELLOL, GERANIOL, LINALOOL, BENZYL SALICYLATE [N2107/A].



Opakowanie i konsystencja
Produkt mieści się w miękkiej, nieprzezroczystej tubce z zamknięciem typu klik, które pozwala na jego wydobycie w prosty i higieniczny sposób. Zamknięcie jest oryginalnie zaplombowane przezroczystą folią dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami nie otwierał kosmetyku. Na odwrocie tuby w kolorze pudrowego różu możemy odnaleźć wszystkie najważniejsze informacje dotyczące stosowania kosmetyku. Jeżeli chodzi o jej zawartość, produkt ma delikatnie kremowy kolor i przyjemny świeży zapach trudny do porównania z czymkolwiek inny. Jego konsystencja jest wręcz idealna. Serum nie jest wodniste ani zbyt gęste. Z łatwością rozprowadza się na skórze i błyskawicznie wchłania. Niestety cena nie jest zbyt zachęcająca. Za opakowanie o pojemności 150ml musimy zapłacić około 100zł. Dla pocieszenia dodam, że jest ono dość wydajne. Przy codziennym stosowaniu (rano i wieczorem) na nogi i pośladki opakowanie wystarczyło mi na 3 tygodnie. 



Moja opinia:
Kosmetyk zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Kremy, które do tej pory stosowałam nie przynosiły spektakularnych efektów mimo systematycznego stosowania. Wiele z nich ma bardzo nieprzyjemne dla mojej wrażliwej skóry rozgrzewające czy też chłodzące działanie i tutaj również się tego obawiałam. Na szczęście nic podobnego się nie zadziało. Produkt jest niezwykle łagodny dla skóry. Nie powoduje żadnych reakcji alergicznych takich jak swędzenie, pieczenie czy zaczerwienienie. Byłam mile zaskoczona faktem szybkiego wchłaniania się serum. Nie jest ono lepkie, tłuste i nie roluje się (niestety z takimi kosmetykami również miałam do czynienia). Jego zapach jest przyjemny dla nosa i długo się utrzymuje na ciele. Aby osiągnąć najbardziej zadowalający efekt zaleca się stosowanie produktu dwa razy dziennie (rano i wieczorem) przez miesiąc, a po tym czasie 2-3 razy w tygodniu dla podtrzymania efektu. Ja produkt stosowałam przez trzy tygodnie, bo na tyle wystarczyło mi opakowanie o pojemności 150ml, więc zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam jeszcze pełnego obrazu kuracji, jednak już teraz wiem, że produkt nie jest w stanie całkowicie usunąć cellulitu. Co więcej uważam, że żaden kosmetyk bez zbilansowanej diety i regularnych ćwiczeń nie jest w stanie tego dokonać. Produkt ten mimo wszystko spełnił moje oczekiwania, ponieważ nie spodziewałam się cudu. Chciałam, aby moja skóra stała się wygładzona oraz bardziej sprężysta i z efektów kuracji jestem bardzo zadowolona. Cellulit nadal jest widoczny, jednak skóra jest wyraźnie ujędrniona. Poza tym kosmetyk doskonale nawilża, tak więc nie ma mowy o przesuszeniu skóry. Na pewno zakupię jeszcze jedno opakowanie kosmetyku, aby dokończyć kurację jednak później przerzucę się pewnie na tańszy krem antycellulitowy, ponieważ 100zł to dla mnie trochę dużo jak na kosmetyk tego typu o dość małej pojemności. Nie mniej jednak polecam Wam to serum. Na pewno jest godne uwagi i przetestowania :)


Czy miałyście okazję stosować opisane powyżej serum? A może znacie inne kosmetyki antycellulitowe godne polecenia za nieco niższą kwotę?

5 powodów, dla których warto wyjechać nad morze poza sezonem.

5 powodów, dla których warto wyjechać nad morze poza sezonem.

Z pewnością wiele z Was zastanawia się nad tym czy warto wybrać polskie morze latem ze względu na kapryśną ostatnimi laty pogodę. Powiedziałabym nawet, że natrafienie na piękną, słoneczną aurę podczas całego urlopu graniczy z cudem. Mimo to jednak latem Bałtyk przeżywa prawdziwe oblężenie. Chociażby dla zasady - skoro znajomi wybierają się na wakacje latem, to dlaczego ja mam czekać do jesieni czy też jechać nad morze wiosną, kiedy sezon jeszcze się nie rozpoczął? Morze jest przecież równie piękne poza sezonem, a jeśli pragniemy odpoczynku w ciszy i spokoju nie pozostaje nam nic innego jak tylko zarezerwować pobyt w dogodnym terminie. Poniżej możecie zapoznać się z pięcioma argumentami, które zdecydowanie przemawiają za spędzeniem urlopu nad polskim morzem poza sezonem. Zapraszam do lektury :) 


1. Większa ilość jodu w powietrzu
Największe stężenie jodu w powietrzu występuje w pochmurny wietrzny dzień, kiedy fale uderzają o brzeg morza. Pobyt nad morzem w taką pogodę zalecany jest przede wszystkim osobom o obniżonej odporności, z chorobami tarczycy oraz układu oddechowego. Jod ma pozytywny wpływ na rozwój dzieci, tak więc wyjazdy nad morze w okresie jesienno-zimowym są dla nich jak najbardziej wskazane. 

2. Tańsze noclegi
Jeżeli chodzi o bazę noclegową, poza sezonem możemy wynająć apartamenty, domki oraz pokoje w hotelach czy pensjonatach znacznie taniej aniżeli w sezonie letnim. Mniej czasu poświęcimy także na znalezienie wolnego miejsca. Możemy nawet wynająć nocleg po przyjeździe na miejsce w dogodnej lokalizacji. Wtedy unikniemy rozczarowania, ponieważ zdjęcia widniejące na stronach internetowych obiektów nie zawsze są aktualne. Niższe ceny dotyczą również posiłków czy pamiątek. Co prawda sporo obiektów gastronomicznych jest o tej porze zamkniętych, lecz z pewnością nie umrzemy z głodu ;)

3. Znacznie szybszy dojazd do celu
Poza sezonem nad Bałtyk przybywa znacznie mniej turystów, w związku z czym natężenie ruchu na drogach jest dużo mniejsze. Oszczędzamy nie tylko cenny czas, który moglibyśmy spędzić na wypoczynku, ale również pieniądze na paliwo, gdyż nie stojąc godzinami w korkach spalamy go znacznie mniej. Z łatwością znajdziemy również miejsce parkingowe blisko plaży oraz ominiemy kolejki w restauracjach, gdzie w sezonie panuje prawdziwe oblężenie. 

4. Odpoczynek w ciszy i spokoju
Każdy z nas wyjeżdża na urlop po to, aby odpocząć. Niestety kiedy plaże przepełnione są turystami, a my od samego rana musimy szukać wolnego miejsca pomiędzy wszechobecnymi parawanami jest to naprawdę trudne. Poza sezonem nie mamy takiego problemu. Trudno będzie wtedy pięknie się opalić czy też popływać w morzu, lecz z pewnością zregenerujemy siły i naładujemy akumulatory na cały kolejny rok.

5. Możliwość zwiedzenia lokalnych zabytków oraz poznania tamtejszej kultury i tradycji
To nieprawda, że morze to tylko woda i piasek. Nad Bałtykiem możemy znaleźć wiele ciekawych zabytków wartych odwiedzenia, na które nie zwracamy uwagi jadąc w tamte strony w wiadomym celu. W niesprzyjającą pogodę mamy naprawdę ciekawą alternatywę spędzenia wolnego czasu. Muzea i galerie stoją przed nami otworem, a dzięki nim możemy choć na chwilę przenieść się do zupełnie innej rzeczywistości i poznać kawałek lokalnej historii. 


Wypoczynek nad morzem poza sezonem ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Nie twierdzę, że letnie wczasy nad Bałtykiem są złe, ponieważ sama z nich korzystam. Często jednak są one dość męczące ze względu na wszechobecne kolejki i walkę pomiędzy wczasowiczami o chociażby mały skrawek plaży. Spacerując brzegiem morza w upalny dzień musimy omijać parawany rozstawione przy samej linii brzegowej. Czasami każdy z nas potrzebuje odpoczynku w ciszy i spokoju, z dala od hałasu i zgiełku. Wiosna i początek jesieni są dla mnie idealnymi porami roku na wypoczynek. Morze wygląda wtedy naprawdę przepięknie. Nikt nie zasłania nam tych cudnych widoków, a dodatkowo możemy odpocząć od problemów dnia codziennego i naładować akumulatory. No i nasz domowy budżet nie ucierpi tak bardzo jak w przypadku wyjazdu w sezonie letnim :)

Czy Wy również jesteście zwolenniczkami nadmorskiego wypoczynku poza sezonem? A może preferujecie wyprawy w inne części naszego kraju?

Copyright © 2014 Beaty punkt widzenia , Blogger